Paweł Domagała na płycie „1984”. Jemu się wierzy (recenzja)

Ta płyta jest niespodzianką, bo mimo że nie jest zaskoczeniem zaskakuje. Wiedzą o tym dobrze ci, którzy muzykę Pawła Domagały pokochali już po pierwszym albumie. Jednak dopiero „Weź nie pytaj” otworzyło Pawłowi nie tylko bezkresne możliwości You Tube`a, ale i wyczekiwane anteny komercyjnych stacji radiowych, po publiczne zaczęły grać singiel nieco wcześniej.

 

Album „1984” powstał w duecie. Opowiadają za niego Łukasz Borowiecki (muzyka) i Paweł Domagała (tekst). Dzięki twórczej współpracy udało się panom osiągnąć efekt spójności całego albumu, który najlepiej smakuje wieczorem. To muzyka ta inna od tej granej w stacjach radiowych, tak spokojna i jednocześnie dość przebojowa. Brzmi  niemożliwie, a jednak tak jest. Ujmująca prostymi rozwiązaniami i żywymi instrumentami, bo gitara akustyczna, skrzypce, czy nawet akordeon powracają tu regularnie. „1984” jest więc płytą z gatunku, tych do których się wraca nie tylko po to, by odsłuchać jedną ulubioną piosenkę, co więcej nawet lepiej smakuje jako całość. Choć ja najczęściej wracam do „Obietnicy”.

 

 

Pawłowi po prostu się wierzy, czy kiedy śpiewa o tym,  że woli nakarmić córki zamiast manifestować na ulicach,  o wątpliwościach związanych z wiarą, powrocie z zielone korytarze rodzinnego Radomia, czy śmierci przyjaciela. Każda z tych piosenek brzmi prawdziwie, a emocje, jakie stara się przekazać słuchaczowi są po prostu szczere. To już rzadkość w polskiej piosence.

 

 

Pewnie to świadczy o sukcesie dwóch singli, sprzedaży albumu, czy wyprzedanych koncertach. Paweł Domagała nie udaje, choć jako aktor mógłby zrobić to koncertowo. Jest takim chłopakiem z gitarą, który mimo pewności siebie może urzekać skromnością i takim, na którego panie popatrzą z westchnieniem, a panowie jak na najlepszego kumpla.

Paweł Domagała w trasie. Gitarowe brzmienie ciągle w cenie