Krzysztof Zalewski w klubowej trasie. Zaczął od Radomia (relacja)

Krzysztof Zalewski powraca do klubów ze swoim graniem. Po serii wyprzedanych koncertów z repertuarem Czesława Niemena, sukcesów na Męskim Graniu przyszedł czas na powrót do swojego autorskiego repertuaru. Pierwszym przystankiem na wiosennej trasie był Radom. Nie trzeba się domyślać, że klub Strefa G2 był wypełniony fanami, jak też nie trzeba być specjalnie bystrym, żeby zauważyć, że większość, a na pewno singlowe piosenki niosły się po całej sali.  Szczególnie były to słychać w „Miłość, miłość”, która zabrzmiała dwukrotnie. Raz w regularnym repertuarze (z samym klawiszem) i na bis już z całym zespołem.

 

 

Zresztą Krzysiek kupił publiczność już od początku. Nie trzeba było specjalnych zabiegów, by wszyscy w mig złapali refren „Mam 17 lat i w ogóle nie chcę, nie chcę mieć więcej” i później kilkakrotnie w czasie koncertów radośnie go podśpiewywali. Zresztą podobnie było później z „Jak dobrze”, co już wiele razy sprawdzało się na poprzednich trasach.

 

 

Po koncercie można być pewnym, że Krzyśkowi nie grozi przejście do mainstreamu, choć jego piosenkę „Kurier” grają już komercyjne stacje, a „Początek” stał się, dość niespodziewanie, przebojem ubiegłego lata.Nowa trasa to zaznaczenie grubą kreską artystycznej tożsamości Zalewskiego. Chłopaka, który wie, co po stoi na scenie, wie co śpiewa i wreszcie z kim i jak gra. To też trasa, na której tak często jak zmiana gitar zmienia się też nastrój koncertu. Jest nastrojowo, a też i może przede wszystkim tanecznie.

 

Na finał, już po kilku bisach, Krzysiek zagrał „”Kiss”, które można zwykle usłyszeć na jego solo actach. Była to niejako zapowiedź tego, co czego fanów 26 kwietnia, kiedy ze swoim solo actem wystąpi na scenie pośród publiczności na warszawskim Torwarze. Zanim to jednak nastąpi przed artystą kilkanaście koncertów z całym zespołem. Wpadnijcie, jeśli chcecie usłyszeć na żywo pulsujące rytmem „Lukę”, czy „Kuriera”. Zresztą to chyba właśnie w Radomiu ta piosenka zabrzmiała na żywo po raz pierwszy!