Doda i jej płyta „Dorota”. Jest klasycznie, ale bez cienia szaleństwa (recenzja)

 

Doda chciała dzięki tej płycie pokazać, że stać ją na więcej niż rockowe piosenki i łatka skandalistki. Udało się, choć to album bardzo zachowawczy bez cienia szaleństwa, tak przecież charakterystycznego dla artystki. „Dorota” to zbiór ulubionych piosenek Dody, takich które śpiewała przed laty zarówno na początku swojej kariery jak i później na telewizyjnych festiwalach i wydarzeniach. Tak jest choćby z otwierającą album piosenką „Niech żyje bal” zaśpiewaną na opolskim jubileuszu Maryli Rodowicz, czy „Gram o wszystko” z repertuaru Ewy Bem, którym przed laty zachwycała w „Tańcu z gwiazdami”.

 

 

Za produkcję albumu i aranżacje odpowiada Wojtek Zieliński, który wziął się z piosenkami za barki razem ze swoją orkiestrą. Bronią się „Stan pogody” Anny Jurksztowicz i „Ale jestem” Anny Marii Jopek, które na pewno będą robić świetne wrażenia na koncertach. Najlepiej wyszła Dodzie nowa wersja „A gdzie to siódme morze”, w której po prostu czuć muzykowanie, ale też znakomitą rękę kompozytorską Katarzyny Gartner.  Lepiej zapomnieć o wykonaniu „Krakowskiego spleenu” Maanamu, który jest najsłabszym momentem całego albumu. W takiej aranżacji, ale też interpretacji piosenka straciła wszystko, co w pierwowzorze stanowiło o jej totalnym przekazie. Tu rozmyło się zupełnie.  Szkoda.

 

 

Najlepszym momentem płyty jest jedna z dwóch premierowych piosenek. „Nie mam dokąd wracać” po prostu płynie. Jest zarówno przebojowa jak i klasyczna w rozumieniu budowy piosenek z lat 80-tych i 90-tych, które znajdziemy na albumie. Piosenka świetnie sobie radzi w sieci, a w serwisie You Tube odtworzono ją już blisko 3 mln razy, co przy braku wsparcia przez stacje radiowe jest bardzo dobrym wynikiem.

Wkrótce, bo już 21 marca Doda zagra na Torwarze cały repertuar z płyty „Dorota”. Będzie to jeden z kilku orkiestrowych koncertów. Repertuar zapewne się sprawdzi, a Doda zachwyci nie tylko stylizacją. Mam nadzieję, że koncertowo będzie jednak nieco więcej niż na płycie i nie chodzi mi tu o liczbę piosenek, ale też więcej radości i więcej szaleństwa, bo na albumie po prostu tego zabrakło. Wiem, że to miała być grzeczna Doda, ale może nie aż tak bardzo…