Być jak Beata…Czyli jak? Nieszablonowo, kolorowo, zaskakująco! [recenzja]

Już sam pomysł Piotra Domalewskiego, by stworzyć spektakl inspirowany postacią Beaty Kozidrak i jej piosenkami wydawał się być na tyle ciekawy, by zainteresować nim nie tylko fanów wokalistki. Zespół Teatru Współczesnego w Szczecinie poszedł jednak o krok dalej, bo to spektakl tak naprawdę o Polakach w dość krzywym zwierciadle.  Reżyser Magda Miklasz niemal idealnie zadbała o to, by przez ponad dwie godziny przykuć uwagę widza, nie zamęczyć go i nie znudzić. To trudne, tym bardziej że forma castingu, jaki oglądamy w czasie spektaklu, jest powtarzalna i do bólu schematyczna.

Piotr Domalewski i Żelisław Żelisławski nakreślili w scenariuszu tak barwne postaci, które od pierwszych sekund pojawienia się na scenie budzą ogromną sympatię widzów. Tak było podczas spektaklu Teatrze im. S. Żeromskiego w Kielcach, gdzie „Być jak Beata” prezentowano w ramach 2. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego i tak pewnie jest podczas wszystkich innych. Co więcej postaci nie tylko budzą sympatię, ale też wzbudzają salwy niczym niepohamowanego śmiechu.  Mamy więc i pobożną zakonnicę wydeptującą buty w pielgrzymkach, energicznego staruszka wystającego w kolejkach do lekarza, sprzedawcę kebabów, który emigrował do Polski za swoją miłością Moniką, czy drag queen eksponującą długie nogi w wysokich szpilkach. Wszystkich łączą piosenki Bajmu i fascynacja Beatą. To w jaki sposób o tym opowiadają i jakie piosenki śpiewają nie jest przypadkowe, bo okazuje się, że repertuar Beaty pasuje do każdego grupy społecznej! Aktorzy: Maria Dąbrowska, Magdalena Wrani-Stachowska, Arkadiusz Buszko, Maciej Litkowski są niczym kameleon. Ich postaci zaskakują, są kolorowi, nieszablonowi.

Świetnie brzmią przeboje Bajmu, którym nowe aranżacje nadał Tomasz Lewandowski. Wielki plus za granie ich na żywo! Aż prosi o wydanie jako  singiel promujący spektakl jedynej premierowej piosenki. Opowiada ona o życiu w korporacji, w której refrenem jest fragment „Teraz płynę”. To na pewno jeden z najciekawszych, o ile nie najciekawszy fragment przedstawienia. Godne uwagi jest też poetyckie wykonanie „Siedzę i myślę” przywołujące skojarzenia z Mirosławem Czyżykiewiczem, czy disco-polowa wersja hitu „Dzień za dniem” , która w wykonaniu Zenka Martyniuka na pewno idealnie wpasowałaby się w Sylwestra w Zakopanem.

I jeszcze jedno. Przez cały spektakl nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystko co dzieje się na scenie traktowane jest z ogromnym dystansem i poczuciem humoru. To umiejętne balansowanie pomiędzy kiczem, pastiszem, ale z  wielką klasą i szacunkiem do Beaty. Zresztą wokalistka była gościem specjalnym premiery i jak przyznała bawiła się setnie. Poszukajcie tego spektaklu w swoich miastach. Warto!

Fot. Teatr Współczesny w Szczecinie (http://wspolczesny.szczecin.pl/byc-jak-beata/)