„Basta” Nosowskiej autoterapią całego pokolenia myślących Polaków (recenzja)

 

O tej płycie napisano i powiedziano już wiele. Bardzo trudno mówić o ‚Baście” Nosowskiej omijając banały i zachwyty, bo to album tak szczery i prawdziwy, że stanowić powinien pewnego rodzaju podręcznik dla artystów, którzy chcą posłuchać, jak  w zgodzie ze sobą przygotować ponadczasową płytę idą jednocześnie z duchem czasu.

 

 

Nosowska podkreśla, że „Basta” to jest najważniejsza płyta, bo stanowi pewnego rodzaju autoterapię.  „Ja pas!”, które dość niespodziewanie stało się wakacyjnym hitem było doskonale wybranym singlem, który rozbudził apetyt, ale też pokazał, w którą stronę pójdzie artystka. Wraz z Michałem Foxem Królem stworzyli album pulsujący rytmem. Kompozycje mimo że są tłem do artykułowania  do tekstów, zresztą jak w przypadku Nosowskiej znakomitych i trafiających w punkt, mają ogromny przebojowy potencjał.

 

 

Nosowska na „Baście” głównie rapuje i melodklamuje. Tradycyjne śpiewy mamy  w refrenach. To idealna forma do przekazanie treści, bo artystka mówi m.in. o walce o prawa kobiet do szczęścia „Goń”, przemocy domowej „Lanie”, zdradzie „Brawa dla państwa”, odradzaniu „Nagasaki” czy zaniżonym poczuciu własnej wartości. Wisienką na torcie połamanych dzięków jest duet Nosowskiej z synem Mikim- „Mówiła mi matka”  wypełniony tekstami powtarzanymi od wieków w polskich domach.

 

 

„Basta” jest bez wątpienia formą autoterapii nie tylko dla samej Nosowskiej, ale dla z pewnością też dla całego bliskiego jej poglądowo pokolenia Polaków. To taki pamiętnik naszych czasów ubrany w formę muzycznej alternatywy dla wszechobecnego badziewia. Niech najlepszym przykładem na te słowa będzie zamykający album „Dosyć”.